|
Wpisany przez Marek Wasiel
|
|
Sobota, 30 Kwiecień 2011 00:00 |
|
Ruszamy o 3:00 w stronę granicy. Po Polskiej stronie jak zwykle remonty i spory korek przed granicą. Sznur ciężarówek udających się na zachód. Marnujemy sporo czasu. Granica. Kilka metrów oddzielających dwa światy. Niczym za dotkniciem różdżki znikają korki, asfald gładki, szerokie jezdnie. Pwnie u nas też tak będzie. Wybraliśmy drogę przez Niemcy i port w Sassnitz. Dlaczego? Jest kilka prostych powodów. Z Polski można dostać się na Bornholm jedynie w sezonie letnim i odpada przewiezinie samochodu. Z Sassnitz działa regulralna linia promowa BornholmerFærgen. Także zabranie nawet tira nie stanowi problemu. Przed Berlinem odbijamy na pólnoc w stronę Rugii. Jak po Polskiej stronie średnio pokonywaliśmy około 50 km/h teraz posuwamy się około 100 km/h. Po 9:00 przekraczamy most i jesteśmy na Rugii.
Wyspa Rugia
Wyspa słynąca z najwyższych na Bałtyku klifów oraz największych nagich plaż. Jest to największa niemiecka wyspa na Bałtyku. Choć wielu ludzi patrząc na mapy uważa ją za półwyep ze względu na bliskie położenie lądu. W Sassnitz byłem dwa razy przy okazji rejsów. Podobnie jak z Bornholmem znam jedynie okolice portu. Ale widok klifów od strony morza zawsze mi imponował. O 10:00 jesteśmy już po odprawie. Czekamy na przybycie promu. Zadziwia ilość rur w całym porcie. Wystarczy jednak sięgnąć pamięcią do wiadomości. Tutaj ma zakończyć się gazociąg pomiędzy Rosją a Niemcami. W porcie parkujemy naprzeciw wielkiego składowiska rur które są obciążane betonem, pakowane na barki i wywożone w morze by tam spocząć na dnie. Pojawia się nasz prom. M/F Povl Anker. Żaden szał konstrukcja wygląda na lata 70' poprzedniego wieku, niezbyt zadbany, spracowany. Za to pakowacze robią wrażenie. Zawsze byłem pod wrażeniem. Zręcznie sortują autka i pakują na trzy pokłady. Zgodnie z planem opuszczamy port w Sasnitz. Dawno nie widziałem otwartego morza. Wiatr 5-6 B z północnego wschodu fala około 2 m. Znam tę twarz Bałtyku. Na promie jednak nie odczuwa się dotkliwie. tych warunków. Poruszamy się w kierunku pod falę. Słychać że maszyny ciężko pracują. Mimo to na pokładzie jest przyjemnie jeśli tylko znajdzie się miejsce zasłonięte od wiatru. Zadziwia ilość psów na pokładzie. Linie nie widzą problemu z przewożeniem zwierząt. To miłe. Białe klify Rugii nikną na horyzoncie. Przez chwilkę nie widać lądu.

Terminal promowy w Sassnitz

Rury z których powstaje gazociąg północny

Marzenie każdgo facta. Służbowe Ferrari ;)
Rone
Do Rone przybijamy bez najmniejszego opóźnienia. Dopełniamy formalności, odbieramy klucze do domku, kwaterujemy się. Domek ma wszelkie wygody, a ciepło zaskakuje. Drewniany domek słońce nagrzewa przez wielkie okna i choć na zewnątrz temperatura nie przekracza 5 stopni a w środku panuje prawdziwy upał. Zajmujemy sypialnie, mała przekąska i pierwszy rekonesans. Jedziemy wzdłuż zachodniego brzegu do Halsle i w stronę Jons Capel. Widok na zachodzące słońce imponuje. Do Jons Capel nie dotarliśmy bo wybrana trasa kończyła się stromymi i długimi schodami i zbrakło sił na noszenie rowerów. Czas odpocząć bo dzień był długi a jutro obieramy dłuższą trasę. Tym bardziej że prognozy są jednoznaczne. Chłodno i wiatr do 15m/s.

Główki portu Rone

Rone kociół Św. Mikołaja

Nasz prom |
|
LAST_UPDATED2 |